Był już piątek. Pakowałam się pośpiesznie, aby zdążyć. Byłam już gotowa, nagle zadzwonił Marco.
-Halo?
-Cześć...
-Co się stało?- zapytałam
- Przenieśli nas do innego hotelu, niestety nie do apartamentu..
- Oj kochanie nic nie szkodzi gdziekolwiek z tobą jest dobrze.
- Okey to zbieraj się, zaraz tam będę
- Dobrze...
No tak, bardzo szybko przyjechał gdy ruszyliśmy, było wszystko dobrze do czasu. Po godzinie jazdy zabrakło paliwa, a w dodatku wylądowaliśmy na totalnym pustkowi...
- TO nie nalałeś paliwa?!
- Myślałem że jest...
- I co my teraz zrobimy?
- Chyba pójdziemy piechotą..
- Co?!
- Poszukamy stacji.
- Echh... mam obcasy.
- Będę cię nosił.
- YYYY co?
- No chodź.
Ale gdy dotarliśmy do stacji, facet powiedział że już nie dojedziemy na miejce....
Ale Marco powiedział...
- Słuchaj Fran miałem to zrobić to tam ale cóż.... - i klęknął
- Czy wyjdziesz za mnie?
Wtedy odmiemiło mi się całe życie, i powiedziałam- Tak!
I się pocałowaliśmy, kto by pomyślał, na stacji benzynowej zmarnowany dzień odmieniło jedno słowo!
Ach to wspaniałe uczucie..
-------------------
Dziękuje za przeczytanie i tyle wejść na blogu :**
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz